Kultura monochromatyczna Pana Y.

Monochromaryczny kontrast

"Kultura mono - chromatyczna Pana Y." ma stanowić kontynuację moich poprzednich wystaw. Pan Y. jako moje alter ego pojawia się we wszystkich pracach i tworzy postać głównego bohatera opowieści, które są zawarte w moich rysunkach. Pan Y. jest pośrednikiem między mną a odbiorcą mojej sztuki. Obecność tej postaci nie zawsze można dostrzec na pierwszy rzut oka, bo występuje pod różną postacią. Często jest tylko symbolem, literą, znakiem, albo zdaniem, nierzadko jej obecność możne być zwykłym domysłem. Pan Y. stanowi parafrazę moich myśli, to On opowiada historie i porusza tematy, na które może nie odważyłbym się rozmawiać na co dzień, to On wprowadza widza do odbioru mojego surrealistycznego świata rysunków. Ma być przewodnikiem po zakamarkach myśli a także narratorem historii zawartej w każdej z prac. Nie jest łatwo go odnaleźć ale jeśli zrozumie się sens jego istnienia odbiór prac stanie się łatwiejszy. Tyle autor. Spróbuję za jego radą podążyć za Panem Y.

Pan Y komentuje świat i odpowiada światu. Jego rysunki nie mają nic wspólnego z estetyczną kontemplacją formy. Są nieustanną , nieraz na ostrzu noża, dyskusją ze światem i samym sobą.

Sfera wizualna i lingwistyczna nieustannie splatają się w tych graficznych dialogach, gdy ich autor, Marcin Studziński, z fenomenalnym instynktem rysownika, przekształca widzenie empiryczne w symboliczne. Swobodnie żonglując kowencjami komiksu czy rysunku satyrycznego, Marcin uzupełnia obraz komentarzem, a mimo to pozostawia go inspirująco wieloznacznym. Element zaskoczenia i niejednoznaczność sprawiają, że stale domagamy się tego komentarza. Nie liczmy tu jednak ukłon ze strony autora. Tekst rzadko wprost uzasadni jego intencję. Już raczej bądźmy gotowi na to, że brutalnie usunie nam grunt spod nóg, wprowadzając totalny intelektualny surrealizm. Tak jest w jednej z moich ulubionych prac, pt. Katarzynka. Dwie centralne, nadające wyraz kompozycji formy to krzyż i okaleczone popiersie kobiety, z czarną rozmazaną plamą zamiast głowy, a do tego komentarz : Zastanawiam się, czy nie przemalować włosów z powrotem na blond...

Marcin Studziński lubi takie gry na skojarzenia z odbiorcą, choć nie o prostą prowokację czy przewrotność artysty tu chodzi, lecz o zamiłowanie do szeroko pojętych kontrastów i eklektyzmów. Ekspresyjność zawsze dopełnia tu konceptualizm, lapidarności graficznego skrótu - narracja, intencja łączy się z przypadkowością, oczywistość z symbolem. W sferze formalnej rysunku gwarantuje to świerzość i różnorodność, wrażenie, że autor stale bawi się narzędziem i formą. Używając zaskakująco tradycyjnego jak na studenta grafiki komputerowej warsztatu (piórko i tusz), Marcin osiąga optimum wyrazu. Tak jest gdy pozwala sobie na żywiołową kreskę, gdy linearyzm sprowadza do zaledwie szkicu koncepcji, punktu, kreski - tego minimum materii, w którym myśl może się oprzeć. Tak jest i wtedy, gdy stosuje abstrakcyjną, niekontrolowaną plamę czy pełny, malarski kadr i gdy, bardzo rzadko,w homeopatycznych dawkach, używa koloru. W większości przypadków jest to czerwień, kolor którego symbolicznego i emocjonalnego ładunku nie sposób zignorować.

Czerwień podkreśla i tak mocną, nieraz dramatyczna, egzystencjalną symolikę rysunków. Twarze za maskami gazowymi, które zamiast chronić, same dymią. Twarze same podobne do masek lub noszące maski. Krzyże i okaleczone ciała, groteskowi ludzie, dziwaczne i mało sympatyczne stwory. Komentarze w rodzaju: "Find your own war(y)", "Dzień dobry. Czego dziś szukasz?", "Każdy dzień to bezustanna walka o siebie". W końcu sam tytułowy Pan Y, zaanektowany przez kody popkultury - jako muskularny mężczyzna na szpilkach, w podkolankach i z balonikiem w dłoni i jako symboliczna literka Y, angielskie "Why", pozostaje dla odbiorcy pytaniem otwartym.

Warstwa ikonograficzna rysunków Marcina Studzińskiego jest tak rozbudowana i wielowątkowa, że za każdym razem odczuwam, jak bardzo mój odbiór skazany jest na subiektywizm, a interpretacja na bycie interpretacją tylko na dziś. Ale to właśnie jest jeden z zasadniczych atutów prac Marcina. Pozostawiają niedosyt i zarazem apetyt na kolejną wystawę.

Anna Staniak

© Dział Programów i Promocji - Młodzieżowy Dom Kultury nr 2 w Lublinie