Symbole Lublina

MDK 2
powrót

Elżbieta Żurek
Sławomir Jacek Żurek

Szlakiem lubelskich koziołków, czyli osiem legend o Lublinie
Wycieczka edukacyjna
Scenariusz wycieczki dla uczniów klas 0-3 szkoły podstawowej

Działania przygotowawcze

Przed wycieczką po miejscach związanych z historia Lublina nauczyciel powinien przygotować uczniów do niej, tak aby: znali herb i barwy miasta, napisali listy do Rady Miejskiej z prośbą o stworzenie w Lublinie placu zabaw im. Koziołka Lubelskiego (na skwerze przy ul. Peowiaków w pobliżu Centrum Kultury) i zaprojektowali go. Legendy w trakcie wycieczki może opowiadać nauczyciel, można też do tego przygotować wybrane dzieci (ważne żeby były to osoby śmiałe, mające donośny głos i płynną wymowę) lub też poprosić rodziców.

Cele operacyjne
Uczeń:

  • wyszukuje wyobrażeń koziołka lubelskiego;
  • zaznacza na schematycznym planie Starego Miasta odnalezione wizerunki;
  • śpiewa piosenkę "Lublina się nie zapomina!".

Środki dydaktyczne

  • listy do Rady Miejskiej wraz z rysunkami (plany zagospodarowania skweru)
  • plastikowe butelki
  • schematyczny plan Starego Miasta
  • przybory do pisania

Plan wycieczki

0. Budynek Instytutu Politologii UMCS - klamka w kształcie koziołka
Nauczyciel krótko rozmawia z dziećmi na temat herbu i barw Lublina i zapowiada, że podczas wycieczki będą poszukiwać miejsc, gdzie znajdują się wyobrażenia koziołka z herbu. Każde dziecko dotyka klamki z koziołkiem, w ten sposób symbolicznie rozpoczynając wycieczkę. Następnie wszyscy przechodzą na Plac Litewski naprzeciwko poczty.
1. Koziołek na budynku poczty głównej
Dzieci wskazują, gdzie na budynku widoczne jest wyobrażenie koziołka, po czym wysłuchują legendy o nazwie miasta (załącznik nr 1).
2. Skrzynka pocztowa przy Hotelu Europa
Dzieci wrzucają do skrzynki wcześniej przygotowane listy do Rady Miejskiej z prośbą o stworzenie w Lublinie placu zabaw im. Koziołka Lubelskiego (na skwerze przy ul. Peowiaków w pobliżu Centrum Kultury).
3. Pompa z "koziołkiem" przy deptaku (ul. Wróblewskiego)
Dzieci wysłuchują legendy o capie lubelskim (załącznik nr 2), a następnie kilkoro z nich wlewa wodę do plastikowych butelek, po czym wszyscy przechodzą na Plac do fontanny w kształcie dawnej wieży ciśnień.
4. Fontanna "wieża ciśnień" przy Placu Wolności
Nauczyciel tłumaczy znaczenie wieży ciśnień dla życia miasta, dzięki której nie ma konieczności przenoszenia wody w różnych zbiornikach. Dzieci wylewają wodę z butelek do niecki fontanny i wysłuchują legendy o tajemniczym skarbie (załącznik nr 3). Następnie przechodzą do Ratusza Miejskiego.
5. Ratusz
Nauczyciel krótko objaśnia znaczenie tego miejsca, a następnie ogłasza konkurs na odnalezienie wewnątrz budynku jak największej liczby wyobrażeń koziołka. Po zdaniu relacji z poszukiwań wszyscy przechodzą na Stare Miasto do kamienia znajdującego się na ulicy Jezuickiej.
6. Stare Miasto
Przy kamieniu słuchają legendy o kamieniu nieszczęść (załącznik nr 4), potem idą pod kamienicę z koziołkiem (nad apteką) przy ulicy Grodzkiej. Tam otrzymują schematyczny plan Starego Miasta (załącznik nr 8), na którym zaznaczają oglądanego właśnie koziołka. Ich zadaniem będzie odtąd zaznaczanie kolejno dostrzeżonych na Starówce koziołków. Po przejściu na Plac po Farze wysłuchują legendy o śnie Leszka Czarnego (załącznik nr 5). Następnie idą do Bramy Grodzkiej.
7. Koziołek na Bramie Grodzkiej
Przy Bramie nauczyciel mówi dzieciom o tym, że Lublin był niegdyś miastem polsko-żydowskim i pokazuje miejsce, gdzie znajdowała się dzielnica żydowska. Zbiera od uczniów karty pracy, po czym schodzi z dziećmi po schodach do przejścia znajdującego się pod ulica Zamkową.
8. Koziołek pod ulica Zamkową
Po odnalezieniu wizerunku koziołka, dzieci wysłuchują legendy o dawnym mieszkańcu Lublina – mieszczaninie Boczarskim (załącznik nr 6), a następnie idą do Zamku Lubelskiego,
9. Zamek Lubelski
Dzieci oglądają koziołki z dziedzińca zamkowego oraz stół z Czarcią Łapą i słuchają
ostatniej legendy (załącznik nr 7).
Na koniec śpiewają piosenkę "Lublina się nie zapomina!".

Załącznik nr 1

Na początku był lin

Legenda pierwsza

Piękne było słońce, może majowe albo lipcowe. Okolice naszego grodu, który jeszcze nie miał nazwy, tonęły w zieleni. Czysta i bystra Bystrzyca wartko szemrała wśród wzgórz. - Hej, rybacy, co to za gród? - zapytał książę, który wraz ze swą drużyną zatrzymał konie nad rzeką. Zeskoczył z siodła, rzucił giermkowi lejce i podszedł do ludzi stojących przy łodziach. Tamci zamarli ze zdziwienia, bo niezbyt często możni panowie zatrzymywali swe konie nad Bystrzycą. " Nie wiemy panie - wydukał najodważniejszy. " A, to i wy też w podróży? " zainteresował się książę. " Nie, panie, mieszkamy w grodzie, ale on nie ma nazwy - wyjaśnili rybacy, podziwiając bogaty strój gości i bogate końskie uprzęże.
Na to książę postanowił, że owo miejsce nad Bystrzycą będzie się nazywało tak, jak ryba wyłowiona z rzeki. Kazał zarzucić sieci. Rycerze stali na brzegu i patrzyli. Gdy wyciągnięto niewód, były w nim dwie ryby - szczupak i lin. I rzekł książę, ucinając spór, który natychmiast wybuchł na brzegu: szczupak jest wilkiem rzecznym, nie chcę, aby mieszkańcy tej osady tacy byli, lin zaś to ryba łagodna, więc wybierając z dwojga... zaraz, zaraz szczupak lub lin... niech ten wasz gród lub-linem się zwie. I zadowolony książę wyjechał z Lublina.

http://bozenawojcik1.webpark.pl/legendy.htm

Załącznik nr 2

Cap lubelski
Legenda druga

Potocznie Lublin jest zwany Kozim Grodem. W jego herbie dumny kozioł wspina się na krzew winogron. Skąd ten symbol? Jego geneza sięga wieku XIV, kiedy Lublin uzyskał prawa miejskie. A było to tak...
W pewnym momencie mieszczanie zamieszkujący gród doszli do wniosku, że jest on na tyle rozbudowany, tak rozwinięty, iż powinien otrzymać prawa miejskie. Wysłali zatem delegację do Krakowa, aby przekonała panującego wówczas Władysława Łokietka do nadania Lublinowi przywilejów. Ciężko było się dostać na audiencje do króla. Czas mijał, fundusze, które miasto dało delegacji na podróż kończyły się. Sytuacja była coraz mniej ciekawa. Jednak wreszcie udało się - uzyskali audiencję u króla. Trzeba było go jeszcze przekonać, aby nadał Lublinowi prawa miejskie. Opowiedzieli mu zatem o tym, jak po jednym z tatarskich ataków na gród, przeżyła jedynie grupa dzieci, które schroniły się przed najeźdźcą w wąwozie. Opowiedzieli mu o tym, jak to te dzieci wykarmiła jedna koza. Opowiedzieli, że te dzieci teraz dorosły, mieszkają dalej w Lublinie. Opowiedzieli, że miasto się prężnie rozwija, rozbudowuje się. Zachwycony tymi historiami król nadał Lublinowi prawa miejskie. Pozostawała kwestia wyboru herbu. Król doradził, aby znajdowała się w nim koza. Zaproponował również winnicę, która miała być symbolem bogactwa miasta. Pomysł się spodobał, jednak spotkał się z problemami w realizacji. Delegacja mieszkańców Lublina nie miała już bowiem pieniędzy, aby zlecić profesjonaliście wykonanie herbu. Poszukali i znaleźli kogoś, kto zgodził się herb wykonać za niewielkie pieniądze. Dopiero w drodze powrotnej do Lublina rozpakowali zawiniątko z herbem. Przerażenie ich było ogromne, gdy zamiast kozy i pięknej winnicy zobaczyli na herbie starego owłosionego capa, objadającego się winogronami. Niestety, na powrót do Krakowa było już za późno...

http://www.magiczny-lublin.pl/ciekawostki/symbole-herb-lublina.php#more-19

Załącznik nr 3

Tajemniczy skarb

Legenda trzecia

Noc była ciemna jak smoła, a wiatr przetaczał nad Lublinem ulewę. Gdy kolejny piorun strzelił, oświetlając trupim blaskiem rynek, oświetlił także stojący przed ratuszem wóz. Zdumieli się wszyscy, którzy przed burzą schronili się do ratusza, bo bramy miasta dawno już były zamknięte i żaden wóz nie mógł wjechać. Zdumieli się jeszcze bardziej, gdy zobaczyli, że wóz zaprzężony w dwa ukraińskie woły był bez woźnicy. Na wozie stała skrzynia. Gdy pachołkowie ciężko dysząc, wnieśli ją do wnętrza i odbili skobel, aż odskoczyli z wrażenia. Po brzegi wypełniona była złotem i kosztownościami. Na wierzchu leżał list adresowany do Jakuba Kwanty. Tego samego, który wraz z Mikołajem synem Krystyna i Maciejem Kuminogą podarowali bernardynom ziemię pod murowany kościół. Natychmiast jeden z mieszczan wybiegł przed Ratusz sprawdzić, czy coś jeszcze na wozie nie zostało. Nie zobaczył ani wozu, ani wołów. A bramy miasta nadal były zamknięte. - Skarby te przekazuję na dokończenie budowy świątyni - odczytał Mikołaj, któremu słudzy dostarczyli pismo. I tak to dzięki tajemniczej skrzyni dokończono budowę kościoła i klasztoru. Stoją one po dziś dzień przy placu Wolności.

http://bozenawojcik1.webpark.pl/legendy.htm

Załącznik nr 4

Kamień nieszczęścia

Legenda czwarta

Jedną z osobliwości lubelskich jest kamień nieszczęścia, o którym krąży makabryczna legenda. Obecnie kamień ten - istny prześladowca ludzkości, spoczywa dalej na rogu cichej uliczki Jezuickiej i szczerzy do przechodniów szczerbę po katowskim toporze. Pochodzi on podobno ze Sławinka pod Lublinem. Na początku XV-go wieku znajdował się on na placu Bernardyńskim, dawnym placu Straceń, jako podstawa pod pień dębowy, ociekający krwią skazańców. Zdarzyło się raz, że kat ściął głowę niewinnego człowieka, z takim rozmachem, że pień rozłupał się na połowę, a topór wyszczerbił w kamieniu głęboki wyłom. Potem ktoś go przytoczył na plac przy ul. Rybnej. Pewnego dnia szła tędy kobieta z dwojakami, niosąc dobry obiad mężowi pracującemu przy budowie. W pobliżu kamienia potknęła się i upadła, rozbijając garnki na jego powierzchni. Zapach okraszonej zupy przynęcił kilka wałęsających się psów, które rzuciły się na żer, oblizały kamień skrupulatnie i wszystkie padły nieżywe. Widok martwych zwierząt wywołał niezwykłą sensację, a plac otrzymał nazwę Psiej Górki. Z czasem przekonali się ludzie, że dotknięcie kamienia ręką, lub bosą stopą wytwarza kontakt miedzy nim a człowiekiem, sprowadzając nieszczęście. Złakomił się na kamień pewien piekarz i użył go do pieca budującej się piekarni. Wkrótce śmiałek spalił się w tym piecu, zamknięty przez własną żonę i adorującego ją czeladnika. Zły kamień wrócił na Psią Górkę i oślepił murarza, który z zawziętością uderzył go młotem. Wkrótce na tym placu, sumptem Mikołaja Łosia z Grodkowa, przystąpiono do budowy kościoła Trynitarzy. Po wybudowaniu murów przyszło ludziom na myśl, aby wtoczyć kamień do kościoła i użyć go przy budowie ołtarza. Wkrótce okazało się, że pomimo wzniesienia budynku i dzwonnicy kościół nigdy nie zostanie skończony, bo brakło funduszów na dokończenie wnętrza. Mury kościoła w kilkadziesiąt lat później zakupił Paweczkowski i usunąwszy kamień, przerobił gmach na pałac dla siebie, który dotąd stoi na Psiej Górce. Po wybudowaniu Soboru prawosławnego na Placu Litewskim kamień nieszczęścia znalazł się obok niego i spowodował śmierć żołnierza, który spadł z dzwonnicy miażdżąc sobie czaszkę na powierzchni złośliwca. Władze rosyjskie, obawiając się o całość Soboru w takim sąsiedztwie, eksmitowały kamień za miasto. Przy budowie prochowni dostał się on jakimś sposobem do fundamentów. Ogólnie jest wiadomo, że w roku 1919 prochownia wyleciała w powietrze. Dwadzieścia lat przeleżał kamień bez żadnych efektów. Na koniec znalazł się na rogu uliczki Jezuickiej, na wprost Trynitarskiej Bramy. Gdy przyszyła wojna lotnicy niemieccy latali nad Lublinem zrzucając bomby. I oto kamień znowu okazał swoje fatum, bo najwięcej ofiar w ludziach poniosła goszcząca go uliczka Jezuicka i Katedra, na którą spozierał przez wylot Bramy Trynitarskiej. Mimo, że eskadra zataczała duże koła, to bomby padały głównie w promieniu działania kamienia nieszczęścia. Obecnie ten kamień ten - istny prześladowca ludzkości, spoczywa dalej na rogu cichej uliczki Jezuickiej i szczerzy do przechodniów szczerbę po katowskim toporze.

http://bozenawojcik1.webpark.pl/legendy.htm

Załącznik nr 5

Sen Leszka Czarnego

Legenda piąta

Jest lato roku pańskiego 1282. Litwini i Jadźwingowie panoszą się na Lubelszczyźnie. Leszek Czarny, książę krakowski rusza naszemu miastu na pomoc. Droga z Krakowa jest długa. Gdy wojska w końcu docierają nad Bystrzycę, wroga już nie ma - odjechał na wieść o potężnym władcy. Znużony Leszek zasypia pod dębem. We śnie przychodzi do niego święty Michał Archanioł. Podaje mu królewski miecz i rzecze: Leszku, synu Kazimierza, goń za wrogiem. Leszek i jego wojska gnają natychmiast za najeźdźcą. I klęska dotyka Litwinów, klęska dotyka Jadźwingów z ręki księcia. Z wdzięczności za zwycięstwo Leszek Czarny ścina dąb, pod którym śnił, a jego pień czyni podstawą ołtarza. Ołtarz zaś staje się częścią ufundowanej przez księcia świątyni, która przez sześć wieków służyć będzie mieszczanom Lublina. Dzisiaj fary pod wezwaniem św. Michała już nie ma, ale dokładnie wiemy, gdzie rosło drzewo, w cieniu którego śnił Leszek Czarny.

http://bozenawojcik1.webpark.pl/legendy.htm

Załącznik nr 6

Boczarski i młyn na Bernardyńskiej

Legenda szósta

Kiedy noc jest bezksiężycowa a wietrzna, lepiej nie przechodzić ulicą Bernardyńską. A szczególnie dobrze jest omijać wtedy pałac Sobieskich. Bo nie dość, że z pobliskiego - pustego przecież o tej porze - browaru dochodzą w takie noce nabożne śpiewy i dźwięk kościelnych dzwonków, to jeszcze w samym pałacu dzieje się coś dziwnego, tajemniczego, przerażającego... Skrzypią schody, trzaskają drzwi, otwierają się nagle okna, w ciemnych korytarzach słychać kroki... - Oho, wrócił Boczarski - kiwają głową najstarsi mieszkańcy Bernardyńskiej. Kto to był Boczarski? Kiedy Radziwiłłowie po latach użytkowania pałacu po Sobieskich zdołali doprowadzić go do ruiny, sprzedali zabudowania lubelskiemu prawnikowi Dominikowi Boczarskiemu. Boczarski w murach budynku postanowił urządzić młyn. Wybudował wieżę i umieścił na niej skrzydła wiatraka. Tyle że umieścił je poziomo. Żaden wiatr tak ustawionych skrzydeł poruszyć nie mógł. I Boczarski zbankrutował. Opuszczony pałac kupili na licytacji bracia Brzezińscy, którzy założyli w nim młyn parowy. Ale Boczarski o swoim pałacu nie zapomniał, a kiedy umarł - zaczął pojawiać się w nim nocami. A w Lublinie przez długie lata o tym, który efektownie splajtował, mówiło się: "wyszedł jak Boczarski na młynie".

http://bozenawojcik1.webpark.pl/legendy.htm

Załącznik nr 7

Czarcia Łapa

Legenda siódma

Miejscem legendy jest Trybunał Koronny. Był to rodzaj sądu wyższej instancji dla szlachciców, który działał w Lublinie w XVI i XVII wieku. Jeśli ktoś nie był zadowolony z wyroku sądów grodzkich, mógł złożyć apelację do Trybunału i liczyć na pomyślny wynik rozprawy. Na to właśnie liczyła pewna wdowa, która 1637 roku odwołała się od wyroku sądu grodzkiego. Sprawa jej nie wydawała się trudna do osądzenia. Bogaty szlachcic najechał jej domostwo, zagrabił to, co miała cennego i spalił zabudowania. Kobieta domagała się odszkodowania. Jednak bogaty szlachcic przekupił sędziów i wyrok zastał wydany na jego korzyść. Kobieta nie poddała się jednak. Złożyła apelację do Trybunału Koronnego. Przyjechała do Lublina pełna nadziei na sprawiedliwy wyrok. Niestety jak się okazało również tutaj szlachcicowi udało się sędziów przekupić. Znów wyrok stwierdzał, że wdowie nic nie należy się z jego strony, że nie popełnił żadnego przestępstwa. Kobieta została pozbawiona szansy na odzyskanie choć części zagrabionego majątku. "Nawet diabli sprawiedliwiej by osądzili!" - wykrzyknęła załamana i z płaczem wybiegła z Trybunału.
Wieczorem tego dnia stało się coś dziwnego- Pod budynek Trybunału zajechała bardzo piękna, bogato zdobiona karoca, ciągnięta przez wyjątkowo dorodne konie. Z karocy wysiedli elegancko ubrani panowie. Płaszcze ich zdobione były kamieniami szlachetnymi, obszywane złotem. Gdyby nie fakt, że zamiast stóp mieli kopyta, nie różniliby się niczym od zwykłych ludzi...Weszli do Trybunału. Na wokandzie znów znalazła się sprawa biednej wdowy. Wezwano świadków, przesłuchano ich. Tym razem nikt nie śmiał kłamać w obecności tak niezwykłych sędziów. Wyrok, który wydali, był na korzyść wdowy. Szlachcic miał jej oddać zagrabiony majątek i wypłacić odszkodowanie za wyrządzone szkody. Żeby nadać ważności temu wyrokowi, diabeł go odczytujący uderzył dłonią o stół. Odbiła się ona wypalonym śladem na jego blacie. Stół ten do dzisiaj można oglądać w holu lubelskiego zamku.
Podczas, gdy diabeł wygłaszał wyrok, Chrystus na krzyżu w sali rozpraw odwrócił głowę do ściany. Nie chciał widzieć tego, że diabli sprawiedliwszy wyrok niż ludzie wydali. Krzyż Trybunalski do dziś znajduje się w jednej z kaplic w Archikatedrze.

http://www.magiczny-lublin.pl/legendy/czarcia-lapa.php

Załącznik nr 8

Karta pracy

Schematyczny plan Starego Miasta (do zaznaczenia miejsca z wizerunkiem koziołka)