Paweł Krawczyk - Fotografia

     Zamiast życiorysu

Bardzo trudno pisać o sobie. Żeby ułatwić zadanie często tworzymy życiorys w trzeciej osobie jakbyśmy mówili o kimś obcym. Postaram się rzetelnie napisać kilka słów, choć do końca nie jestem pewien co powinienem uwypuklić, a co zepchnąć na drugi plan. Ludzie z mojego najbliższego otoczenia chcieliby na pierwszym miejscu widzieć te słowa: Urodziłem się w 1970 roku w Lublinie. W 1995 roku ukończyłem Akademię Medyczną, a cztery lata później obroniłem doktorat z dziedziny immunologii klinicznej. Jestem lekarzem chorób wewnętrznych i asystentem w Klinice Chorób Płuc i Gruźlicy AM w Lublinie.

Te suche fakty świadczą o swego rodzaju życiowym sukcesie. Ale wolałbym zacząć wszystko od daty 15 listopada 1998 roku. Wtedy wszedłem na Przełęcz Thorung w Himalajach Zachodnich, udowadniając sobie własną wartość. Trekking wokół Annapurny i do Południowego Sanktuarium nie był żadnym osiągnięciem sportowym, jednak dla mnie pod wieloma względami była to podróż życia Z Indii i Nepalu przywiozłem kilkaset slajdów ...

Jeśli miałbym coś pisać w moim życiorysie pogrubioną czcionką, to byłyby: góry i fotografia. W pierwszym przypadku wszystko rozwijało się dość standardowo. Najpierw Bieszczady i atmosfera "wyrypy", potem kurs wspinaczkowy i Tatry, ale zupełnie turystycznie, choć ryzykownie. I nagle Alpy, z Michałem Abramiukiem - moim kumplem ze studiów, tak na wariackich papierach, że cudem tylko bez poważniejszych konsekwencji zeszliśmy spod Mont Blanc. Wspięliśmy się wtedy na Gran Paradiso i Castora w grupie Monte Rosa. Później dorzuciłem do tych alpejskich przejść Alpy Berneńskie i Mönch, i wymarzoną Czarnohorę na Ukrainie. A szczytów w polskich Karpatach i Sudetach nie mogę już się doliczyć. Cóż to za osiągnięcie? Oczywiście żadne, ale pasja górołaza jest jasna tylko w jakimś zapadłym na końcu świata schronisku bez prądu i ciepłej wody.

A fotografia była zawsze. Pierwsza wystawa zdjęć ze Skandynawii, na które dzisiaj już nie mogę patrzeć, odbyła się w 1992 roku. Potem z każdego wyjazdu przywoziłem stertę negatywów. Lepsze i gorsze fotografie upychałem jak umiałem w galeriach i mam nadzieję, że po kilku latach moje zdjęcia są przynajmniej poprawne. W między czasie stałem się przewodnikiem turystycznym i zacząłem pisać do lubelskich gazet, zwłaszcza do nieodżałowanego "Na przykładu", artykuły, o których nie potrafię powiedzieć, że dotyczyły jakiegoś konkretnego tematu. Były o ludziach, miejscach, historii i wszystkim po trochu, tylko nie o medycynie.

No właśnie, a co z medycyną? Unikałem jej jak mogłem, ale tak naprawdę medycyna mnie ukształtowała. Jest to jeden z najbardziej humanistycznych kierunków studiów, tylko na pewno nie dla każdego. Ja nie należałem do wybrańców losu, którzy mogą o sobie mówić jako o prawdziwych lekarzach. Zająłem się nauką i mam nadzieję, że z zapałem wychłeptanym z górskich źródeł dotrwam do końca, osiągając mój własny sukces.

    Pawel Krawczyk
© Dział Programów i Promocji - Młodzieżowy Dom Kultury nr 2 w Lublinie